|
Tą podróż zaplanowaliśmy razem z żoną i dziećmi już w styczniu. Wiele godzin spędzonych na szukaniu informacji w Internecie. Naszych znajomych ten temat też zainteresował i decyzja zapadła: jedziemy nad Biebrzę. Było wiele wątpliwości. Karol(lat12)i Ania (lat10) byli zachwyceni, ale jak poradzi sobie najmłodszy Marek? Ma dopiero 4 latka. Obawy okazały się nieuzasadnione. Wszystko to opisała moja żona w czasie naszej wyprawy. |
|
TRATWĄ PO BIEBRZY 18.07.2004 wieczorem dotarliśmy do Lipska, skąd mieliśmy następnego dnia zacząć naszą wyprawę. Noc spędziliśmy u pana Trzaska. Tu obejrzeliśmy tratwę. Była nowa i o wiele lepsza niż ta, którą widzieliśmy w internecie. Następnego dnia dojechała Gosia i Andrzej z Bubą (to ich szorstkowłosy jamnik). Był to dzień wodowania tratwy. Po uiszczeniu opłat związanych ze wstępem do Parku Narodowego (wykupiliśmy także pozwolenie na łowienie ryb), wysłuchaliśmy ostatnich rad p. Trzaski i ruszyliśmy. Początki były straszne, pychy zbyt długie i ciężkie, tratwa zbyt szeroka, a rzeka za wąska. Szybko zmęczyliśmy się. Wieczorem, zakotwiczyliśmy tratwę w szuwarach i zjedliśmy kolację. Atak komarów szybko się zaczął. Nadciągała burza. Wbiliśmy pychę kilka metrów od tratwy, by ściągała pioruny. Schowaliśmy się wszyscy tj. 7 osób i pies w maleńkim domku (2mx2 m). O spaniu nie było mowy, bo komary strasznie kąsały, było strasznie duszno i nie można było oddychać. O 24.00 Grzegorz nie wytrzymał i razem z Anią wyszedł na zewnątrz. Spali pod gołym niebem na deskach schowani w śpiwory. O 3.00 Grzegorz wypłynął kajakiem na ryby. O 4.00 byliśmy już po kawie gotowi do drogi. Trochę załamani i rozczarowani. Kiedy słońce wstało zaczął się nowy, piękny dzień. Zaczęliśmy znowu cieszyć się życiem. Biebrza meandrowała, dzieci szukały miejsc gdzie było dużo przestrzeni na kąpiel. Przepłynęliśmy w tym dniu
ok. 5 kilometrów (taka jest norma dzienna). Wieczorem, jeszcze przed
nalotem komarów, rozbiliśmy w przedniej części tratwy namiot i zasnęliśmy.
To była spokojna noc. Spaliśmy do 7.00.
Pełni wrażeń wracamy przez łąkę na tratwę i odpływamy w dalszą drogę. Wieczorem panowie zaczęli łowić ryby, ale brały tylko małe płotki.
Dzieci zrobiły
sobie malutką kąpiel przy zachodzącym słońcu i położyliśmy się spać. Noc
była koszmarna, komary znowu atakowały. W oddali pojawiła się wieś Kamienna Stara. Musieliśmy iść bardzo daleko, by dojść do zabudowań. Zaopatrzyliśmy się w wodę. Wróciliśmy z pełnymi baniakami, płynęliśmy jeszcze jakieś 2 godziny i zatrzymaliśmy się na nocleg. Spotkaliśmy mężczyznę zajmującego się "rybołówstwem", który sprzedał nam 2 szczupaki i 5 okoni (Był to pierwszy człowiek spotkany na rzece od początku naszej wyprawy). Rybki przygotowaliśmy i zostawili na następny dzień. W nocy czekała nas prawdziwa niespodzianka. Grzegorz zrobił pobudkę o 4.00 , wszyscy zerwali się na równe nogi. Po łące w oddali spacerował okazały łoś i klępa (samica). Byliśmy szczęśliwi, że nawet łosia udało nam się zobaczyć. Następnego dnia na obiad były pyszne ryby usmażone na grilu. Na kolejny nocleg tratwę przymocowaliśmy do brzegu. Teren był bardzo podmokły, ale zawsze to stały grunt.
Most w Kamiennej
Nowej, gdzie mieliśmy zejść na ląd i zakończyć naszą przygodę na Biebrzy
wydawał się być tuż, tuż. Z tego miejsca do celu naszej podróży było
jeszcze ok. 2-ch godzin pracy pychami.
Nad Biebrzą leży Twierdza Osowiec. Odwiedziliśmy ją w drodze powrotnej. Wzięliśmy przewodnika, mieliśmy wiele szczęścia bo pan Worona okazał się pozytywnie zakręconym człowiekiem. Opowiadał z taką pasją, że nasz 4-letni Marek słuchał z zapartym tchem |
|
|